Jak przekształcić „trójkąt dramatyczny” w „TRÓJKĄT WYGRYWAJĄCY”? (cz.1)
Jeżeli jesteś DDA, który zazwyczaj wchodzi w rolę Wybawcy i koncentruje swoje życie głównie na wyciąganiu innych z kłopotów, to nieuchronnie prowadzi to do tworzenia niesatysfakcjonujących i pełnych pretensji relacji (więcej we wpisie o „Trójkącie dramatycznym Karpmana”). Przy takiej skłonności niezwykle przydatne jest, abyś wiedział, jak swoją silną tendencję do pomagania zamienić z ratownictwa na pomaganie konstruktywne.
1. Uważnie słuchaj
Zamiast zasypywać drugą osobę „złotymi radami”, słuchaj tego, jak ona sama widzi swój problem. Kiedy człowiek może swobodnie wyrazić, co myśli o swojej sytuacji, zwykle ma większą motywację do aktywnego działania. Natomiast gdy narzucasz mu swoje rozwiązania, często kończy się to brakiem działania lub działaniem bez przekonania, co i tak nie przynosi spodziewanych efektów.
Słuchając, pokazujesz, że postrzegasz rozmówcę jako dorosłego, zdolnego do samodzielnego myślenia człowieka, a nie jak dziecko, które trzeba prowadzić za rączkę. Wybawiciel (pomimo dobrych intencji) niestety często sprawia, że druga osoba traci poczucie własnej wartości i autonomii.
Jeżeli naprawdę chcesz wspierać kogoś w zdrowym, dorosłym funkcjonowaniu, przestaw akcent z „mówienia co ma robić” na „słuchanie, co on sam chce zrobić”. Pamiętaj, że nikomu na dłuższą metę nie służy bycie zależnym. Dużo lepsze jest rozwijanie dorosłej odpowiedzialności za siebie (o wychodzeniu z roli Ofiary będzie więcej w kolejnym poście).
2. Pytaj o zdanie
Najlepiej korzystaj z pytań otwartych, takich jak:
- „Co o tym myślisz?”
- „Jak chciałbyś to rozwiązać?”
3. Pozwól rozwiązać osobie swój problem tak, jak uważa za stosowne
Albo poczekaj, aż sama poprosi Cię o pomoc. Kiedy pozwalasz drugiej osobie swobodnie mówić o tym, co myśli i czuje, pojawia się naturalna przestrzeń do określenia, co i jak chce zrobić sama, a gdzie ewentualnie potrzebuje wsparcia.
Twoje korzyści: możesz ograniczyć swoją pomoc do mniejszych rozmiarów i nie musisz ciągle żyć cudzym życiem.
Korzyści dla drugiej strony: wzrasta jej samoocena, wewnętrzna motywacja oraz odpowiedzialność za siebie. Dodatkowo spada ryzyko wzajemnych pretensji czy złości (Ty nie masz żalu, że zbyt dużo dałeś, a druga osoba nie uważa, że „rządzisz się” w jej życiu i jeszcze oczekujesz wdzięczności).
4. Bądź uważny na swoje potrzeby
Jeżeli nie potrafisz, naucz się tego – samodzielnie, na grupie wsparcia lub w terapii. Wybawiciel zwykle doskonale dostrzega cudze potrzeby, ale jest nieporadny w odczytywaniu własnych, co powoduje, że często zaniedbuje siebie, odczuwa wypalenie i żal, gdy okazuje się, że ktoś wykorzystał jego skłonność do pomocy.
Uważność na własne potrzeby jest więc niezwykle istotna. To ona podpowie Ci, kiedy warto przestać się bezpośrednio angażować (przeorganizować pomoc, przekierować do innej placówki czy specjalisty) lub po prostu odpuścić, gdy czujesz, że wymaga to zbyt dużego obciążenia z Twojej strony.
5. Udziel przydatnych informacji
Gdy czujesz, że nie chcesz albo nie możesz zbytnio angażować się w sprawę, ale widzisz, że ktoś potrzebuje wskazówek:
- Podaj tytuł pomocnej książki,
- Daj namiary na specjalistyczną stronę internetową,
- Poleć placówkę czy terapeutę, którzy zajmują się konkretnym problemem.
W ten sposób pozwalasz rozmówcy podjąć inicjatywę i odpowiedzialność za rozwiązanie własnego problemu.
6. Działaj w sytuacjach zagrożenia zdrowia lub życia
Jeżeli osoba zgłasza plany samobójcze, dochodzi do przemocy czy innych niebezpiecznych zachowań – wówczas należy reagować natychmiast i adekwatnie do sytuacji. Zawiadom pogotowie, policję lub inne odpowiednie służby.
Twoja osobista pomoc nie zawsze będzie wystarczająca czy fachowa. Przykładowo, jeśli ktoś ma myśli samobójcze, to przymusowy pobyt w szpitalu pozwoli zapewnić mu stałą opiekę lekarską i psychologiczną, co jest zazwyczaj skuteczniejsze niż próby osobistego „upilnowania” danej osoby.
Podsumowanie
Powyższe wskazówki pomagają stopniować pomoc i tworzyć bardziej zrównoważone, zdrowe relacje. Zamiast wchodzić w „trójkąt dramatyczny” i przyjmować rolę Wybawcy, możesz uczyć się „TRÓJKĄTA WYGRYWAJĄCEGO”, w którym każda ze stron ma prawo do samodzielności, odpowiedzialności i wzajemnego szacunku.
Łał… to tak oczywiste, że aż przerażające. Właśnie ryczę od rana, że włożyłam w pewne działania tyle wysiłku, a nie mam z tego oczekiwanych rezultatów. Ja jestem takim „pomagaczem” co zapomina o sobie,postaram się wprowadzić w życie te cenne wskazówki. Dzięki.
Witam, mam nadzieje że, po ograniczeniu pomocności do zdrowszych rozmiarów – takie poranki staną sie tylko pouczającym wspomnieniem ,na jakie tory już nie wracać . pozdrawiam i życze powodzenia.
Dziękuję bardzo , bardzo pomocny tekst. Dla mnie zwłaszcza punkt 1 .
Tak , to prawda. Właśnie ten punkt jest dla wielu DDA najtrudniejszy – bo kto w alkoholowym domu kogokolwiek uważnie wysłuchiwał? Dla wielu uważne słuchanie i siebie, i innych – to jest ten krok milowy w budowaniu dobrych relacji. pozdrawiam. J.D
witam,może to i prawda ale moje DDA jest bardziej skomplikowane,zresztą zawsze wszystkich stawiałam przede mną jeśli chodzi o pomoc a o sobie zapomniałam a jak co do czego to mi nie ma kto pomóc.a z tym ze widzę u wszystkich problem a swoich nie dostrzegam to wiem od męża.czasem mam takie wrażenie ze może wszystkim było by lepiej beze mnie…???ale mam dzieci to one mnie trzymają teraz ta rola wybawcy wróciła i cała przeszłość no bo to ja teraz jestem rodzicem i decyduje za dzieci a moja matka to chyba w tym wszystkim zastraszana,pozdrawiam
Oczywiście wobec dzieci nasze obowiązki rodzicielskie to nie jest wybawiecielstwo , nawet jeżeli dotyczy nieprzespanych nocy i rano „lecimy z nóg” . To jest część normalnego rodzicielstwa . Choc oczywiście wybawiciel może miec skłonność do bycia nadopiekuńczym rodzicem, co oczywiście na dłuższą metę szkodzi rozwojowi dziecka i przygotowaniu do samodzielnego życia jak dorośnie. O wybawicielstwie mówimy wtedy, kiedy często nawet nieproszone wyręczamy osoby, które mogą podjąć wysiłek zadbania siebie, ale nawet nie dajemy in na to przestrzeni, bo ubiegamy ich ruch . pozdrawiam
U mnie to jest po prostu automat – ktoś mówi o problemie, a ja natychmiast mówię, że pomogę. Natychmiast. Nawet nie zdążę pomyśleć. Nawet jak taka pomoc jest dla mnie bardzo kłopotliwa. Także muszę powstrzymać ten impuls, dać sobie czas.
Warto na początek zamiast „pomogę” ćwiczyć słowo „zastanowię się” – jak się da sobie czas to łatwiej wyjść z automatu. pozdrawiam J.D
Dzień dobry, przerażające te rady:) niestety bardzo prawdziwe. Tylko jak z tego wyjść? tak naprawdę nie jest to takie proste. Kiedyś u Państwa pojawił się link do spotkań on line czy to jest aktualne.?
Na pewno nadal w internecie znajdzie Pani mitingi dla DDA
Dziękuję, proszę o więcej podobnych artykułów. Dobrze jest spojrzeć na to wszystko z boku, oczami innej osoby. Rady są bardzo przydatne. Pomaganie innych włącza mi się automatycznie. Pewnie z powodów rodziny, w której się wychowywałam. Wszystkich zawsze stawiam/łam przede mną a moje potrzeby … ale powoli to zmieniam bo jakiś czas do mnie dotarło, że to mój problem … – ale długo trwało zanim sobie to uzmysłowiłam. Rodzina rodzeństwo bardzo z tego korzystało…W naprawdę trudnej dla mnie sytuacji pomocy innych zabrakło i nawet dobrze bo dotarło do mnie że nie warto tak dalej….że to zawsze idzie tylko w jedną stronę. Niestety teraz Ci, którym pomagałam potrafią być oburzeni, że nie pomagam dalej, (wiem, że sobie poradzą) …..a ja świadomie i stanowczo się odsuwam.